Menu

Psimi oczami na ludzki świat

Co byłoby gdybyśmy rozumieli psie myśli? Albo psy umiałyby mówić? Co byśmy od nich usłyszeli? Peki pies wybitnie nierasowy i my - wredni właściciele chcemy przedstawić humorystyczno-życiowego bloga pisanego z perspektywy psich ślepi...

Lasy, grzyby i dziadzio

peki.i.my

Grzybopinowanie

Hau-bau.

Jako pierwsze chciałbym psieprosić za to że ostatnio nie miałem jak wpisać nic do pamiętniczka. Wszystko jest winą Kas która zamiast zając się czymś pożytecznym, tylko śpi i śpi. A mi głupio odejść od niej kiedy mnie tak przytula, więc niechcący zaniedbałem swoje obowiązki. Ale już je nadrabiam. No bo sporo się działo i chcę o tym opowiedzieć.

 

W ostatnią niedzielę myślałem że Kas i Mic oszaleli. Naprawdę na to wyglądało. Zwykle w niedzielę to ja muszę ich budzić by zabrali mnie rano na spacer i to też potrafią mnie kilka razy odgonić. A tego dnia nie dość że wstali sami to jeszcze ubierali się szybko i poganiali siebie nawzajem że jest późno. PÓŹNO?!  Aż im zapiszczałem że jest środek nocy, a nie jakieś późno. Ale nie zwracali na mnie żadnej uwagi. Zacząłem się też denerwować. No bo zabierali różne rzeczy, a nic nie wskazywało że zabiorą i mnie! Kręciłem im się nawet między nogami co też nic nie dało. Poza momentami gdy przesuwali mnie na bok. I tylko mówili. "Późno" i "zaraz". 

Naprawdę zacząłem się bać. Już miałem złapać Mic za spodnie, by powiedział mi co się dzieje, gdy przypięli mi znienacka smyczkę. Aaaaaaa.... czyli jednak idę z nimi. Schodząc po schodach doszedłem do wniosku, że pewnie idziemy na nasz nocny patrol. Tak jak z wujkiem Mik. Tylko że rodzinnie. I nawet już się na to cieszyłem. Taki długaśny wspólny spacerek. Tak to lubię. I pewnie cieszyłbym się dalej gdyby nie to, że zamiast na długi spacerek, poszliśmy tak naprawdę do samochodu. Czyżby jednak czekała nas dalsza wyprawa? Mimo moich pytających spojrzeń nic mi nie powiedzieli. I tylko cały czas gadali, a raczej Kas marudziła że pada, że mokro i że ona nienawidzi zbieractwa. 

Aha! Czyli jedziemy na zbieractwo! (cokolwiek to znaczy) Byłem już spokojny. No bo czym się miałem denerwować skoro nie jechaliśmy do wetotwora? Może znów jedziemy na łączkę? Chociaż... po co jeździć na łączkę w nocy? A jeszcze mocniej się skołowałem, gdy znienacka pojawił się w samochodzie Dziadek Woj. To taki jakby Tata Kas i Mic. Choć nie mieszka z nami to mówili mi że jest częścią naszej rodziny. Dziadek Woj często mówi że ugryzie mnie w ucho gdy będę niegrzeczny. To chyba jakiś dziwny ludzki żart, bo wtedy wszyscy się śmieją. Nie zostaje mi wtedy nic tylko udawać że rozumiem i śmiać się razem z nimi, prawda? Przecież nie pokaże że nie rozumiem. Mam swój psionor. 

Jechaliśmy bardzo długo, a ja znów zacząłem się denerwować. Może jedziemy tak daleko bo się zgubili? Powoli z tych nerwów, zaczynałem chcieć siusiu. (Każdy by tak zareagował na moim miejscu, jestem pewien.) I nagle Mic powiedział "Wysiadka". Normalnie oszalałem z radości. Ledwo Kas uchyliła drzwi wyskoczyłem na zewnątrz. 

I aż nos mi oszalał. Byliśmy w jakimś dziwnym miejscu. Od razu to wyczułem po zapachu. Nie były to zapaszki innych psów i kotów, a całkiem nowe. Takie cięższe i lżejsze i całkiem inne! Chciałem już zbadać te aromaty, gdy zobaczyłem że moja gromadka idzie w stronę takich gęstych drzewek. No co miałem robić? Pobiegłem za nimi. I gdy już ich dogoniłem, Mic i Kas nachyli się do mnie i powiedzieli że właśnie znajdujemy się w lesie. I że przyjechaliśmy do tego lasu zbierać grzyby. Nawet dali mi jednego takiego do powąchania. (pachniało jak największe na ziemi obrzydlistwo FE) Powiedzieli też że muszę ich pilnować. Ze zawsze mam być albo blisko nich, albo dziadka, byśmy się nie pogubili. Zrozumiałem w mig. 

Ja Peki Bury zostałem mianowany na psilnowacza. Miałem ich pilnować żeby nie zabłądzili w tym wielkim lesie. No bo racja kto byłby w tym lepszy by dopilnować swoją rodzinę jak nie pies. Superpies! I uważam, że wywiązałem się z tego zadania perfekcyjnie. Starałem się zawsze wiedzieć gdzie które z nich się znajduje, choć często wymagało to dużo biegania od osoby do osoby. Jeszcze Mic i Kas trzymali się w miarę razem. Największy problem miałem z Dziadkiem. Ten ludź jest po prostu, po prostu... niedoupilnowania. Zawsze, ale to zawsze szedł w innym kierunku. Jak myśmy szli w jedna stronę, to mogłem być pewien, że on pójdzie w inna, albo nawet zawróci. Dwa razy wręcz musiałem użyć nosa by go znaleźć, tak się schował. Oczywiście, mimo iż musiałem uważać na moją rodzinę, to miałem też chwile by poniuchać sobie te nowe zapaszki. A czasem nawet by poznaczyć teren. 

Obserwowałem też jacy dziwni potrafią być ludzie na tych swoich zbieractwach. Zachowywali się trochę bezsensownie. No bo pojechali zbierać te swoje grzyby, prawda? No właśnie. I mijaliśmy tych grzybów baaaaaaardzo dużo. A oni ich nawet nie dotykali, tylko szli dalej. A potem rzucali się w jakieś miejsce i stamtąd wybierali nawet kilka sztuk, lub chwalili się jednym jakimś malutkim, mimo iż wokół mieli takie większe. Bezsensu. Ale przynajmniej dobrze się bawili. 

Kiedy zarządzili powrót do domu pomyślałem że nie mógłbym dostać lepszej nagrody za całodzienną pracę. Niby cały czas mówili że przyjechaliśmy się tam się bawić, ale ja miałem wrażenie że tak naprawdę był to najbardziej pracowity dzień w moim życiu. Nie żebym narzekał. Było naprawdę fajnie, ale byłem też szczęśliwy że już wracamy. Moje biedne łapki już ledwo szły. 

Kiedy wreszcie dotarliśmy do samochodu, nie miałem już dosłownie na nic siły. Ledwo dałem rade ułożyć się na swoim miejscu. I potem zaczęli mnie głaskać... Było mi tak dobrze. Patrząc tak na to z boku to zbieractwo jest nawet nie najgorsze. Ciekawe czy jeszcze kiedyś pojedziemy do lasu... Możemy nawet z Dziadkiem. Poproszę tylko Mic by przypięli mu smycz. Wtedy będzie łatwiej go pilnować. Jestem tego pewien.

 

© Psimi oczami na ludzki świat
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci