Menu

Psimi oczami na ludzki świat

Co byłoby gdybyśmy rozumieli psie myśli? Albo psy umiałyby mówić? Co byśmy od nich usłyszeli? Peki pies wybitnie nierasowy i my - wredni właściciele chcemy przedstawić humorystyczno-życiowego bloga pisanego z perspektywy psich ślepi...

Psiarmagedon. Panika. Hop!

peki.i.my

Peki i Pysia

Hau-bau.

Psiarmagedon! Koniec świata! Nikt mi nie uwierzy w dzisiejszą opowieść.

Ile to razy musiałem wysłuchiwać, że musze być grzeczny i dobrze się uczyć, bo któregoś dnia może pojawić się psiostra i będę musiał o nią dbać. Nauczyc domowych zasad, bronic przed niebezpieczeństwem, pokazywac co jak i gdzie. Czasem to naprawdę się cieszyłem że mam klapnięte uszki. Podejrzewam że jakbym miał stojące to by mi odpadły. Naprawde odpadłyby i uciekły. No bo ile można słuchać o tym samym? 

Ale nawet to gadanie nie przygotowało mnie na ostatnie wydarzenie. Prawdziwe zaskoczenie, naprawde jak kota bym pogonił. Ale pokolei. 

To była sobota. Lubie soboty. Moje Wredoty czesto wtedy zostaja w domu. Ale ta sobota była inna. Kas jak zwykle wyszła rano. A gdy wróciła od razu zabrała mnie na spacer. I nie żeby ten spacer był właśnie jakiś dziwny, a to co zastałem w domu gdy wróciliśmy. 

Pierwsze co poczułem to był całkiem nowy zapach. Jakby ktoś obcy włamał się do domu. Od razu ruszyłem na poszukiwanie intruza. Peki Psiogromca Włamywaczy. Pierw sprawdziłem duży pokój - nikogo. Moj nos mówił mi jednak że ten obcy tu był. W kuchni też go nie widziałem. Więc ruszyłem do małego pokoju. Tam był! Bezczelny włamywacz leżał na łóżku moich Wredot. I byłbym się na niego rzucił, naprawde rzucił gdyby nie to że obok tego włamywacza siedział Mic. Aż przysiadłem w miejscu. Nie dosłownie, ale że się zatrzymałem. No bo skoro Mic pozwala temu obcemu być na łóżku to znaczy że to jakiś swój, prawda? A jeśli swój to można obniuchać. No a jak można to znaczy że trzeba. No i podeszłem i niucham co to i kto. Sunia, tak już na pierwszy niuch byłem pewien. No i chciałem niuchać dalej a ona, hop do góry i kłap na mnie zębami. I piszczy mi że mam się nie zbliżć. Chciałem jej szczeknąć ze przecież nic jej nie zrobię, a ona znów na mnie zęby pokazuje że mam się oddalić. Byłem całkiem skołowany. No bo gdzie się podziała takie zwykłe psioar wiwer? Zwykła kulpsiura jak obwachanie tyłków i proste psień dobry? 

No ale że i Mic i Kas poszli do dużego pokoju podreptałem za nimi. No i nadstawiłem uszu. A tu nic. Jedyne czego sie dowiedziałem to że jeat naszym nowym psiowarzyszem i że na razie dają jej spokój to sama przyjdzie. Że niby to "pewnie będzie jak ze mną". Psiepraszam bardzo ze mną nie pamiętam by były jakiekolwiek kłopoty. I wtedy dotarło do mnie jakim jestem głupim kotem! Przecież ta nowa może nie wiedzieć że tu jest fajny psidom, Kas i Mic nie robia dobrego wrazenia. Sam potrzebowałem chwili by ich zrozumieć. No i hau. I znów cała psiowiedzialność na mnie. Wszystko na psiej głowie. Widać to naprawde ja muszę ją wprowadzić w psiasady tego domu i normalnie przywitać. Bo znając moje Wredoty pewnie NiC jej nie poszczekały.

Ledwo łape wsadziłem na łóżko ta znów na mnie z warkiem. Więc sobie klapnąłem na podłodze i leże. Myślałem że mi odpadną uszy od tego płaczu. Zaczynałem zazdrościć moim wredotom że mają taki marny słuch. Ta nowa ciągle tylko piskała że się boi, że chce do jakiegoś Gonza, że pewnie była złym psem że trafiła do tego domu. Kto by wytrzymał taki psiament? Ja ledwo dałem rade. Wyciągnięcie z niej jak się nazywa zajęło mi chyba całą wieczność. (No w sensie aż do spaceru.) Pysia. Początkowo zrozumiałem Ptysia i nawet szczekłąłem czy jest jadalna. Ja wiem wiem głupi jak kot jestem, ale każdy może źle zrozumieć. I chyba to jakoś ją tak odstresiło że nawet się troche jakby mniej trzesła niż wcześniej. A trzęsła sie bardzo. Mówie bo czułem. 

Ale gdy u Wredot uderzyło coś ta znowu wyskoczyła w górę i zaczęła się trzaść. Powinni ją nazwać Dygotka a nie Pysia. Jak dla mnie bardziej by pasowało.  Nie będę wam szczekał wszystkiego co się jeszcze działo, bo mnie łapy rozbolą. Bo działo się dużo. Pysia boi się wszystkiego. Nawet mnie. I kubka. I samo-chodów. Prawie wszystkiego. Dobrze że nie boi się miski z jedzeniem, choć na początku i to omijała. 

I widzicie że mam racje. Prawdziwy Psiarmagiedon. Jeśli to ma być posiadanie psiostry to ja popsiekuje. Niech kota biją jeśli nie zwariuje przy takiej psianikarze. Choć przynajmniej mam się z czego śmiechać gdy skacze w górę. No i niby też na początku byłem lekko zestresowany, a teraz jest ok. Wiec może i ona się przekona? Wredoty mają racje. Damy jej czas. Hau!

 

© Psimi oczami na ludzki świat
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci